Pora coś zjeść na mieście - Bobby Burger, Kraków

Dzień dobry!

Od czasu do czasu na naszym mailu pojawiają się różne informacje prasowe, między innymi takie, które dotyczą otwarcia nowych lokali w Krakowie.

W ten oto sposób dowiedzieliśmy się, że wkrótce miało nastąpić otwarcie "Kultowego Bobby Burgera" w Krakowie przy ulicy Pawiej 34. Lubimy burgery, więc z miłą chęcią na to otwarcie wybraliśmy się.



Lokal znajduje się niedaleko Galerii Krakowskiej, więc można powiedzieć, że to alternatywa do fast foodów, które można w niej kupić, ponadto na drodze do Politechniki Krakowskiej, więc lokalizacja jak najbardziej dobra dla studentów. Również lokal jest dość długo otwarty, więc imprezowicze mogą do niego zajrzeć aby posilić się w trakcie lub po imprezie :-).

Minusem jest to, że lokal jest dość słabo widoczny, jedynie informują o nim naklejki na szybach.


Co możemy powiedzieć o samym lokalu? Połączenie nowoczesności i klasyki. Znajdziemy tutaj i stare deski i graffiti na ścianie. Swoją drogą, skoro w zaproszeniu była mowa o oficjalnym otwarciu o godzinie 18, to lokal na tą godzinę powinien już być gotowy. A my zastaliśmy Pana od graffiti w trakcie pracy, zapach sprayu roznoszący się po lokalu niestety nie pomagał przy konsumpcji burgerów. Wiem, że miała to być właśnie atrakcja tego otwarcia, malowanie "muralu" na żywo, jednak jak dla mnie pomysł całkowicie chybiony. Dodatkową atrakcją był DJ, dzięki głośnej muzyce ciężko było się dogadać składając zamówienie, musiałam je niestety dwa razy powtarzać. Trudno było również rozmawiać, więc jedliśmy "w ciszy" :-).


Na burgery nie czekaliśmy długo, kelnerka przyniosła je nam do stolika (dokładnie to do "parapetu" przy szybach).



Zamówiliśmy Cheese Bacon i Hot Bacon z frytkami. Jakie są nasze wrażenia? Te burgery były zwykłe, praktycznie niczym się nie wyróżniające. Idealna bułka do burgera powinna być miękka, lekko słodka, ta była dość mocno przypieczona, bardzo chrupiąca, nie była zła, jednak od ideału odbiegała.

Cheese Bacon

Mięso w Cheese Bacon było za słabo wysmażone, miejscami całkiem surowe (rare), w Hot Bacon nieco bardziej wysmażone, jednak wciąż różowe. Wołowinę można oczywiście jeść surową, w steku to jak najbardziej lubię, jednak w przypadku burgera nie do końca (lubię medium rare/medium).

Hot Bacon

Dodatki? Cóż... duża ilość sałaty, pomidor, ogórek (smakował jak z gotowej sałatki), ser, bekon i sos do wyboru. Nic specjalnego. Jedynym plusem jest informacja, że używają składników z ekologicznych terenów (chociaż co do tego ogórka to nie jestem pewna :-) ).

Najwięcej uwag mam jednak do frytek, które przypominały bardziej łódeczki niż frytki, bardzo grubo pokrojone, nawet trafiła mi się jedna surowa. Najgorsze jednak we frytkach było to, że zostały czymś przyprawione. I nie była to papryka i pieprz jak nas poinformowała kelnerka. Frytki były strasznie słone. Być może była to gotowa przyprawa do ziemniaków lub jakaś jarzynka, ponieważ przyglądając się frytce było widać sól i coś zielonego. To moim zdaniem nie powinno mieć miejsca, frytki można sobie posolić samemu. Dodam, że do frytek można dokupić sos, jednak są to gotowe sosy w saszetkach.

Jeszcze kilka słów o podaniu - burgery jak i frytki są ułożone w jakimś rodzaju korytka, foremki do pieczenia, wyłożonej firmowym papierem, który ma wchłaniać tłuszcz. Papier jest przypięty klamerkami, całkiem ciekawe podanie.



Podsumowując - jestem bardzo zawiedziona tą wizytą. Burgery nie są drogie, mają całkiem optymalną cenę, jednak niczym nie zaskakują. Liczyłam na ciekawe dodatki, ale się po prostu przeliczyłam. Jedynie ciekawym burgerem można nazwać burgera miesiąca, który był z dodatkiem buraczków, chrzanu i fety. Z drugiej strony, buraki to znany dodatek, który np. w Moa Burger występuje na stałe w menu. Frytek niestety nie jestem w stanie Wam polecić.


Być może za jakiś czas wrócimy tam, może będzie lepiej, jednak jak na razie skutecznie mnie odstraszyli.

Na szczęście kiedy Wy zdecydujecie się odwiedzić to miejsce, nie będzie już tam zapachu farby, ale czy smak się zmieni? Tego nie wiem :-).

Pozdrawiam!