KONKURS - wygraj książkę Make cooking easier!

Dzień dobry!

W święta tak się złożyło, że otrzymałam dwie książki Zosi Cudny "Make cooking easier. Przepisy na cztery pory roku".

Bloga Zosi zapewne większość z Was kojarzy, książkę pewnie też mieliście okazję widzieć czy też oglądać na Empikowych półkach. Dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami jednym z egzemplarzy jakie otrzymałam.


W związku z tym, że książka jest podzielona na sezony-pory roku, zadanie konkursowe będzie bardzo proste.

Napisz w komentarzu jaki jest Twój ulubiony składnik kulinarny dostępny sezonowo wraz z uzasadnieniem dlaczego właśnie ten. 

Odpowiedź konkursową można wzbogacić o swój ulubiony przepis z wybranym składnikiem lub o zdjęcie (przesłane na poracoszjesc@gmail.com).

Dodatkowo w komentarzu z odpowiedzią proszę o zamieszczenie fragmentu swojego adresu mailowego, aby w późniejszej korespondencji prywatnej potwierdzić, że zwycięzca to faktycznie ta osoba wybrana przeze mnie. Dla przypomnienia - w komentarzach jest włączona moderacja, dlatego też komentarze nie pokazują się od razu, a po mojej akceptacji.

Konkurs będzie trwał od dzisiaj tj. 19.01 do 30.01 do północy. W ciągu 5 dni od zakończenia konkursu wybiorę najciekawszą odpowiedź. Wysyłka nagrody tylko na terenie Polski.

Zatem zapraszam do zabawy i życzę powodzenia!



23 komentarze:

  1. Zdecydowanie truskawki. Nigdy nie smakują tak dobrze, jak na przełomie czerwca i lipca. Żadne mrożenie czy wekowanie nie jest w stanie oddać cudowności świeżych polskich truskawek. podzielonymniebem@...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bez wątpienia grzyby!

    I chodzi tu o coś więcej niż jedzenie: o godziny spędzone w lesie z rodziną/znajomymi, zawody kto zbierze więcej grzybów, spalone kalorie i radość towarzyszącą tym wyprawom, na które jestem w stanie zerwać się z łóżka o 6 rano. :) Herbata w termosie, kanapki w plecaku i cały dzień z wiklinowym koszem w lesie - to jest mój klimat!

    Lubie grzyby w każdej postaci - smażone, duszone, suszone, marynowane, w zupach, sosach, pierogach, Za niepowtarzalny zapach, smak i aromat, za możliwość zachowania jesiennych wspomnień w postaci wysuszonych kawałków. :)

    Przepis: Pęczotto z grzybami

    Włosi mają risotto a my mamy pęczotto. :) A kasza i grzyby to idealne połączenie.

    1 szklanka kaszy pęczak
    2 cebule
    3 ząbki czosnku
    0,5 litra bulionu warzywnego + woda z moczenia grzybów
    50 ml białego wina
    20 g suszonych podgrzybków Nasza Chata lub 300g świeżych
    6 suszonych pomidorów
    oliwa z oliwek
    1 łyżka masła
    sól, pieprz

    1. Suszone grzyby zalewamy 1 szklanką wrzącej wody, przykrywamy i zostawiamy na noc. Po tym czasie grzyby odcedzamy (zachowując wodę!) i kroimy na drobne kawałki. Jeśli mamy świeże grzyby, myjemy je, kroimy, wodę solimy i gotujemy do miękkości. Odcedzamy.
    2. Cebulę i pomidory kroimy w kostkę.
    3. Kaszę płuczemy w zimnej wodzie.
    4. Na rozgrzanej patelni podsmażamy cebulę i grzyby. Po kilku minutach dodajemy czosnek i suszone pomidory. Po chwili wsypujemy kaszę i dokładnie mieszamy. Dolewamy wino i gotujemy do momentu aż kasza wchłonie płyn. Dolewamy gorący bulion i gotujemy do momentu całkowitego wchłonięcia płynu, co jakiś czas mieszając. Potrwa to około 30 minut.
    5. Po wyłączeniu gazu, dodajemy masło i przyprawiamy solą i pieprzem. Mieszamy.


    szefowa.kuchni1@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie szparagi. Kiedyś jadałam tylko białe w postaci zupy szparagowej jaką robiła moja babcia, mama i teraz ja. Z warzywami jak w rosole, zabielana śmietaną i podana z makaronem. Później poznałam szparagi zielone, zupełnie inne niż te białe, i zakochałam się w nich. Najbardziej lubię klasyczną wersję, ugotowane na parze z bułką tartą. Nic dodać, nic ująć. W Holandii, gdzie mieszkam od jakiegoś czasu, szparagi są dostępne cały rok. Wiadomo, że szklarniowe- dziękuję, poczekam na ich czas :)
    Patrycja

    patisonwkuchni@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Sezonowość polskich produktów to jest ich siła i urok. Nigdy np. nie kupuję hiszpańskich pseudo-truskawek zimową porą, tylko z utęsknieniem czekam na te prawdziwe, pachnące, czerwcowe, przepyszne, polskie... A mój ulubiony składnik kulinarny dostępny sezonowo? Chyba nie potrafię wskazać jednego – jest ich prawdziwy kalejdoskop…
    Zima to pyszna szarlotka jedzona na gorąco i … kiszona kapusta, przeraźliwie zimna, wyjadana bezpośrednio z olbrzymiej beczki znajdującej się w piwnicy (a kapusta jest przygnieciona wielkim kamieniem – to u mojej Babci na wsi…). Taka kapusta to cudowna baza do bigosu i pierogów. Mniam!
    Wiosna to młode ziemniaczki posypane obficie koperkiem i kanapki z masłem, solą i młodziutką rzodkiewką. Ooo, taką ostrą. I jeszcze kompot rabarbarowy.
    Lato to prawdziwy wysyp smaków i aromatów… Agrest (i „wojna” na skórki od agrestu – takie wspomnienie z dzieciństwa), pachnące truskawki, słodziutkie czereśnie (z mniej słodkimi robaczkami – no cóż, i to czasami przez przypadek się zje….), pomidory malinowe ze śmietaną (prawdziwie malinowe – a nie z supermarketu z naklejką „malinowe” kupione w styczniu), babka ziemniaczana ze skwarkami, chłodnik z ogórków. I tak dalej, i tak dalej…
    Jesień to orzechy! Włoskie. Laskowe. Własnoręcznie zerwane albo wytrząśnięte z drzewa. No i oczywiście szare renety. Szarlotka z szarych renet – mniaaaaaaaam!!!!
    Tak, każda pora roku ma swoje przywileje, smaki i smaczki. Cenię tą różnorodność i biorę z niej garściami. A książka Zosi Cudny z pewnością pozwoliłaby mi na jeszcze większą intensyfikację doznań sezonowych ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. a mój mail to: agnes.cz........................

    OdpowiedzUsuń
  6. Moim ulubionym sezonowym owocem są zdecydowanie jabłka, które doceniłam dopiero, gdy je...straciłam. Tak, dobrze czytasz. Mieszkałam w zagłębiu jabłkowym, moja siostra chodziła z sadownikiem, więc jabłek mieliśmy pod dostatkiem, a mi wychodziły już bokiem. Nigdy nie jadłam ich w dużej ilości, mimo, że zawsze były. Jednak, gdy poszłam na studia i okazało się, że się uczuliłam na jabłka (tylko te surowe, po pieczonych lub gotowanych nie mam reakcji), wtedy zrozumiałam jak bardzo je uwielbiam. Szarlotka jest moim ulubionym ciastem (każda szarlotka, bez wyjątku). Rustykalna tarta z jabłkami...mm wprost uwielbiam. Nawet jabłka gotowane z cynamonem mogłabym jeść garściami. Jednak najgorszy moment to jest wtedy, gdy obieram mojemu dziecku świeże, pięknie pachnące jabłka, gdy Młody je chrupie jedno po drugim, a ja nawet nie mogę spróbować. Wtedy wyobrażam sobie, przypominam ich smak i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła zjeść surowe jabłka (nie mając przy tym wstrząsu anafilaktycznego). mój email olciuwa@

    OdpowiedzUsuń
  7. Moim ulubionym składnikiem tego sezonu jest granat, oprócz tego, że jest przepyszny saute, to lubię go jako dodatek do wszelkich sałatek czy budyniu. Jednak jako, że moim ulubionym posiłkiem jest śniadanie chciałam polecić go w muesli Birchera, gdzie można połączyć wszystkie swoje ulubione składniki z niegotowaną owsianką, kwaśnym jogurtem i to wszystko posypać ziarenkami granatu.

    PS. Bardzo trudno było mi się zdecydować na tylko jeden składnik, bo zawsze sezon który właśnie trwa wydaję mi się najsmaczniejszy i ciężko mi się pogodzić z faktem, że składnik po składniku wszystkie używane przeze mnie produkty znikają

    OdpowiedzUsuń
  8. Moim ulubionym „sezonowcem” jest niewątpliwa królowa jesieni – dynia. Tak naprawdę jej smak znam od niedawna, poznałam go dopiero po studiach. U mnie w domu nie przygotowywało się dań z jej zastosowaniem (poza pestkami), także w podkarpackiej miejscowości, z której pochodzę, nie jest ona tak popularna jak tu w Krakowie, gdzie można ją spotkać na niemal każdym targowym stoisku czy osiedlowym warzywniaku. O ile smak pestek dyni był mi znany, to samo warzywo kojarzyło mi się bardziej z amerykańskimi halloweenowymi lampionami czy „karocą” z disneyowskiej wersji „Kopciuszka”. Nieraz jadąc jesienią z rodzinnego domu do Krakowa przejeżdżałam przez „dyniowe zagłębie”, gdzie przy gospodarstwach rolnych te cudowne warzywa są pięknie i majestatycznie prezentowane i wystawiane na sprzedaż.
    Dyni w potrawie miałam okazję spróbować pierwszy raz będąc u znajomych, zostałam poczęstowana zupą-krem z dyni. Zachwycił mnie smak i prostota wykonania zupy (dynia+pomidor+przyprawy). Szybko przygotowałam taką u siebie. Kolejnym przepisem, który samodzielnie wykonałam z dyni, był dżem dyniowo-pomarańczowy. Pyszny, złocisty, aromatyczny. Uzależniłam się od niego, chociaż przygotowanie go było dość żmudne, szybko opatentowałam swój sposób na uproszczenie jego wykonania. To był mój sposób na zamknięcie złocistego jesiennego słońca w małym słoiczku – taki dżem wyjadany zimą wprost ze słoiczka rozchmurza najbardziej ponury, zimowy dzień. Z czasem zaczęłam coraz bardziej eksperymentować z dyniowymi potrawami, poznając jej kolejne odmiany, smaki i niezliczone możliwości zastosowania. Dla mnie to warzywo jest niesamowite. Dawniej nawet nie sądziłam, że jest tyle odmian dyni, tyle jej kształtów i kolorów. I że jest aż tak uniwersalna – można z niej przygotować zarówno dania słodkie, jak i wytrawne, sprawdzi się jako dodatek do obiadu, danie główne i deser, znajdzie zastosowanie w pieczywie (mam na myśli nie tylko dodatek pestek dyni, ale także puree jako składnik dyniowych bułek czy chlebów) oraz w przetworach zarówno słodkich, jak i pikantnych Dżem dyniowo-pomarańczowy, dżem jabłkowo-dyniowy z nutą cynamonu i kardamonu, sernik dyniowy z korzenną nutą i żurawiną, dyniowy omlet, dynia marynowana, pieczone dyniowe frytki, dyniowe kopytka, rozgrzewająca potrawka z kurczaka i dyni, zupa dyniowa na mnóstwo sposobów... można wymieniać bez końca ulubione dyniowe potrawy. Uniwersalność dyni pozwala zastosować ją przy przygotowywaniu dań z różnych kuchni świata (np. curry, risotto, pesto) lub przy przygotowywaniu wariacji na temat znanych potraw (np. dyniowe tiramisu). Wciąż czekam na kolejny sezon dyniowy (całe szczęście że trwa dość długo), na kolejne dyniowe eksperymenty kulinarne. Na szczęście pieczoną dynię w całości lub jako puree można mrozić lub zamknąć w słoiczku, by także zimą wyczarować z niej coś pysznego. Na koniec chciałabym się podzielić przepisem na słoneczne dyniowe placuszki z żurawiną – idealne na leniwe, weekendowe śniadanie!
    1/2 szklanki puree z dyni
    łyżka jogurtu naturalnego lub śmietany jogurtowej (dodaję w zależności od konsystencji puree dyniowego, tzn. jeśli puree jest b. gęste)
    1 jajko
    1 łyżka oleju kokosowego
    1 łyżeczka płynnego miodu
    1/2 szklanki mąki jaglanej (używam zmiksowanych na pył przy pomocy młynka do kawy płatków jaglanych,można zastąpić mąką ryżową lub wymieszać pół na pół tzn dać pod 1/4 szkl mąki ryżowej i jaglanej)
    1 łyżka mąki owsianej
    1 łyżeczka proszku do pieczenia
    kopiasta łyżka suszonej, całej żurawiny (przed dodaniem przelewam ją wrzątkiem i osuszam)
    Do miski odmierzyć składniki sypkie. Składniki płynne roztrzepać razem, dodać do miski ze składnikami sypkimi, wrzucić żurawinę i krótko wymieszać, tylko do połączenia składników. Wykładać po łyżce ciasta na rozgrzaną patelnię z nieprzywierającą powłoką, wyrównać powierzchnię placuszków, smażyć na średnim ogniu do lekkiego zrumienienia.
    Pozdrawiam!
    h_anka
    h_anka@wp.pl

    PS wow, ale się rozpisałam. Wyszłam na jakiegoś dyniomaniaka, albo dyniożerce, hehe. Spokojnie, jadam też (a nawet głównie) inne rzeczy :-) Na maila wysyłam zdjęcie niektórych moich potraw dyniowych.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moim najukochańszym sezonowym owocem są maliny i róża pomarszczona - uwielbiam przetwory z tych owoców - soki , galaretki , i konfitury - smak domowych przetworów jest nie do opowiedzenia trzeba po prostu je zrobić i mieć na swojej spiżarkowej półeczce aby móc robić inne pyszne specjały - ciasta , ciasteczka , koktajle ... Ostatnio ulubione nasze mini serniczki w mufinkowych papilotkach - 70 dkg sera białego przemielonego
    2 jajka
    1 łyżka budyniu waniliowego
    1/2 do 3/4 szkl. cukru pudru
    opakowanie pełnoziarnistych ciastek
    Ciastka pokruszyć wsypać do papilotek tak aby zakryły dno
    Ser przemielić , wrzucić do miski dodać resztę składników wymieszać wykładać do papilotek , na wierz układać konfiturę malinowo -różaną lub galaretkę posypać platkami migdałowymi.
    Wstawić do nagrzanego piekarnika na tem 150 C i piec ok 40-45 min
    Ulka
    edyta268@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Jest wiele sezonowych warzyw i owoców które uwielbiam i namiętnie wykorzystuje gdy tylko się pojawią ale ulubiona jest cukinia przez to że daje tyle możliwości wykorzystania. Jest świetnym dodatkiem do makaronu, doskonale uzupełnienia potrawy mięsne, a leczo i spaghetti z cukinii smakują wybornie, sprawdza się równie dobrze w śniadaniowych placuszkach z jabłkiem i cynamonem, a nawet w ciastach i tartach. Jest delikatna i neutralna w smaku, każdej potrawie nadaje soczystości i jedynej w swoim rodzaju chrupkości - to mój faworyt. Drugie miejsce zajmują śliwki którymi się zajadam całą jesień i które suszę i duszę na powidła, abym mogła czerpać z ich dobrodziejstw w zimowe wieczory. W śliwkach uwielbiam ich wyrazistość, to że ich smakiem można przełamać słodki deser a także uwieńczyć cudowny pieczony schab ;) ewelinaskiba89@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam szpinak!Tak ja jak i cała moje rodzina. Najbardziej chyba w makaronie z sosem szpinakowo-serowym a tu akurat główną rolę gra mascarpone. Smażę szpinak na maśle, dodaję gałki muszkatołowej, ziarno czosnku rozgniecione. Potem dodaję mascarpone i ok pół szklanki słodkiej śmietanki, do tego na koniec kiedy już wymieszamy makaron z mascarpone posypuję danie parmezanem. Uwielbiam<3
    Anna Kowal-Gąska
    anya_86@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Serwus!

    Nie będę oryginalna :). Chętnie wcisnęłabym tutaj szparagi, które zawróciły mi w głowie rok temu, a które wydają mi się być dość kosztowne, jak na nasze warunki, stąd jeszcze mniej dostępne, nie tylko ze względu na ich sezonowość.
    Muszę jednak wybrać jedno warzywo, a będzie nim dynia hokkaido. Jej kolor zaskakuje mnie za każdym razem, pomimo iż znam go tak dobrze. Jestem przeciwko sztucznym barwnikom, dlatego też barwa, jaką w naturalny sposób nadaje daniom ta odmiana dyni doprowadza mnie do pozytywnego szaleństwa :)!
    Ale ta dynia jest moją ulubienicą nie tylko za wygląd i smak (mmmm). Największą jej zaletą jest dla mnie chyba jej praktyczność - można z niej zrobić wszystko! Ok, w dzisiejszej kuchni, ze "wszystkiego można zrobić wszystko" :D, z tym, że dynia hokkaido naprawdę nigdy nie zawodzi! Ona niczego nie udaje :)... A jej czarodziejskie właściwości nadają ciastu w szczególności drożdżowemu wspaniałej tekstury i przedłuża jego egzystencję (kto próbował, wie, co mam na myśli)!
    Okres dyniowy jest dla mnie w kuchni chyba tym najbardziej kreatywnym – bo staram się nigdy żadnej nie zmarnować. Dyniowe stragany przyciągają mnie jak magnes, a ja najchętniej przytaszczyłabym do domu każdą pomarańczową kulę. Nie bez kozery powtarzam w kółko, że mam dyniową obsesję :) i nie chcę się wyleczyć!

    A na maila podeślę wypieki z ulubionego ciasta drożdżowego!

    Pozdrawiam,
    Polaca Mala (polaca.mala.blog@gmail.com)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mój ulubiony składnik sezonowy to arbuz. Kocham arbuzy i jak dla mnie jest to jeden główny składnik moich letnich śniadań i kolacji.

    OdpowiedzUsuń
  14. Prosto z drzewa, z targu, ze sklepu.
    Świeże, pieczone, gotowane.
    Całe, miażdżone, krojone.
    Na słodko. Na kwaśno. Na wytrawnie.
    Do wszystkiego. I ze wszystkim.
    Takie moje ukochane.
    Wiśnie, wiśnie, wiśnie.

    PIEROGI Z WIŚNIAMI
    CIASTO
    300 g mąki pszennej
    2 jaja
    letnia, przegotowana woda /miałam uszykowane 500 ml i dolewałam po trochu/
    szczypta soli
    FARSZ
    0,5 kg wiśni
    250 g twarogu tłustego
    2 łyżki cukru brązowego
    150 ml miodu pitnego /dwójniak/
    płaska łyżka mąki ziemniaczanej
    DODATKOWO
    2 łyżki masła
    2-3 łyżki cukru brązowego
    250-300 ml lodów śmietankowych
    Wiśnie dryluję. Przekładam na rozgrzaną patelnię i posypuję cukrem. Czekam, aż cukier się rozpuści. Zalewam miodem pitnym i duszę około 10-15 minut. Zasypuję mąką ziemniaczaną i energicznie mieszam, żeby nie było grudek. Odstawiam do przestygnięcia.
    Mąkę przesiewam, solę i wysypuję na stolnicę. Na środku robię dołek i wlewam rozkłócone jaja. Dodaję około 100 ml wody i wyrabiam ciasto. Dolewam wody na oko – ciasto nie może być za rzadkie, ale musi złapać zwartą, spójną strukturę. Zagniatam do uzyskania elastycznego ciasta. Odstawiam na bok pod ściereczką do odpoczęcia /15-20 minut/.
    Twaróg rozgniatam i mieszam z wiśniami.
    Ciasto dzielę na kilka części, rozwałkowuję i wykrawam szklanką koła. Nakładam po łyżeczce /lub po dwie/ farszu i lepię pierogi.
    W dużym garnku zagotowuję wodę. Solę. Wrzucam po kilka pierogów i gotuję do wypłynięcia. Odcedzam i układam na folii aluminiowej.
    Piekarnik rozgrzewam do 175 stopni Celsjusza. W formie żaroodpornej układam porcję pierogów. Zasypuję je cukrem i rozkładam masło. Zapiekam 20-25 minut.
    Wyjmuję formę z piekarnika, nakładam lody. Podaję od razu.

    Niebo w gębie. Słodko-kwaśne. Wiśniowe!

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja w zimowe ranki i wieczory tęsknię za dorodnymi, soczystymi i słodkimi (jakże mało wyszukanymi i oklepanymi) pomidorami. Najbardziej za tymi malinowymi... Normalnie (och!) dałabym się za takiego pomidorka pokroić! Już mi się marzy zupa krem ze świeżych pomidorów, moja ulubiona sałatka grecka z winegret, pomidory z cebulką, szczypiorkiem i żółtym serem w śmietance...











    [przepraszam za małą przerwę w wypowiedzi, ale właśnie skończyłam wycieram ślinę z klawiatury...]

    I przyznam szczerze, że na chwilę obecną zadowoliłabym się zwykłą kromką świeżego chleba posmarowaną masłem z dwoma plasterkami PRAWDZIWEGO pomidora oprószonymi solą i pieprzem ;)

    n****s******y@

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja cały rok czekam na śliwki węgierki - żaden owoc tak nie smakuje jak śliweczka zerwana prosto z drzewa a najlepiej drzewa sąsiada ;) Pierwsze śliwki od razu zjadam, kiedy już się nasycę robię Serowe knedle ze śliwkami w panierce migdałowo - cynamonowej. Tylko raz w roku smakują tak cudownie :) Potem oczywiście lecę z przetworami, ciastami ale chętnie też raczę się pieczonymi śliwkami z odrobina miodu i cynamonu. Na śniadanie z jogurtem idealne :)

    Przepis na Serowe knedle ze śliwkami w panierce migdałowo - cynamonowej

    Składniki : ( na 20-25 knedli )

    500 g twarogu
    300 g mąki
    2 jaja
    140 g miękkiego masła lub margaryny
    szczypta soli
    2 łyżki cukru lub cukru pudru
    śliwki ( oczyszczone i wypestkowane )

    Panierka :

    50 g masła
    1 szklanka bułki tartej
    2 łyżki cukru
    płaska łyżeczka cynamonu
    35 g mielonych migdałów ( można użyć innych orzechów )

    Panierka : Masło rozpuszczamy na patelni. Wsypujemy bułkę i migdały, smażymy cały czas mieszając aż panierka nabierze złotego koloru. Uwaga żeby migdały się nie przypaliły, dlatego mieszajcie cały czas. Kiedy się ładnie zezłoci ściągamy z ognia, wsypujemy cukier i cynamon. Odstawiamy do ostygnięcia.

    Knedle : Twaróg rozcieramy widelcem ( ja jeszcze roztarłam go w palcach, żeby rozbić grudki). Dodajemy mąkę, sól, jaja, cukier i miękkie masło. Miksujemy całość. Najpierw użyłam spiralnych mieszadeł a kiedy składniki w miarę się połączyły wymieszałam jeszcze za pomocą tradycyjnych piór na wysokich obrotach. Masę przekładamy na oprószoną mąką stolnicę. Formujemy wałek i dzielimy go na kawałki grubości 1-1,5 cm. Ma wyjść 24-25.

    Każdy kawałek ciasta rozpłaszczamy w dłoniach i na samym środku układamy śliwkę. Następnie " opatulamy " ją ciastem i jeszcze rolujemy w dłoni, żeby nadać ładny kształt kulki. Tak postępujemy ze wszystkimi kawałkami ciasta.

    Kiedy już uformujemy knedle gotujemy je w osolonym wrzątku 10 minut. Po wyjęciu z wody wrzucamy do panierki (kiedy są jeszcze wilgotne bo inaczej panierka nie przyklei się) i obtaczamy ze wszystkich stron.

    Podajemy z kwaśną śmietaną lub jogurtem naturalnym.

    Smacznego :)

    Pozdrawiam serdecznie :)
    Justyna
    Kuchenne fascynacje
    kuchennefascynacje@o2.pl

    P.s Zdjęcie również wysyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Pomidory. Słodkie, mięsiste, cudnie pachnące gałązką, okrągłe ale nieidealne, z zielonymi plamkami. U mojej babci dojrzewają na słonecznym parapecie pomalowanym białą emalią. Genialne na zupę krem, na prawdziwą polską pomidorówkę, na sos do makaronu, na hiszpańskie gazpacho, najlepsze na pajdę świeżego chleba ze śmietankowym masłem.

    Tęsknię za nimi tak bardzo, że wczoraj w jednym z marketów im uległam... Pewnie, że o tej porze roku są zupełnie bez smaku, ale chociaż nacieszę oczy ich czerwonością.

    Na półce w spiżarce już zabrakło mojego ulubionego przetworu, czyli przecieru z pomidorów. Wymyśliłam dla niego już kilkanaście zastosowań i przepisów. W tym roku zamierzam zrobić go ze stu kilogramów pomidorów, i zrobię:)

    i.mat....@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  18. Moim ulubionym składnikiem sezonowym, a jest to owoc, są zdecydowanie maliny, zerwane prosto z ogródka. Uwielbiam je za to, że można z nich zrobić prawie wszystko! Poza tym, że są smaczne, to jeszcze bardzo zdrowe i mało kaloryczne. Gdy już „upoluję” ich trochę w lipcu, robię z nich dżemy, kompoty i inne przetwory. Część z nich mrożę, aby w chłodny, grudniowy poranek mieć dodatek do śniadanka :). A moim ulubionym zimowym śniadankiem jest:

    Razowy naleśnik z płatkami owsianymi i sosem malinowym

    Składniki:

    Ciasto naleśnikowe:
    ½ szkl. mąki pszennej razowej
    1 jajko
    2 łyżki płatków owsianych
    1 łyżka słonecznika łuskanego
    ½ szkl. mleka

    Sos:
    duża garść malin
    3-4 orzechy włoskie

    Dodatkowo:
    1 łyżka oleju
    dżem malinowy (najlepiej własnej roboty)
    serek twarogowy do posmarowania
    miód do polania (opcjonalnie)

    1. Ciasto: Jajko roztrzepać z mlekiem. Mąkę, słonecznik oraz płatki owsiane wymieszać ze sobą. Dodać je do mleka z jajkiem i dobrze wymieszać trzepaczką. Łyżkę oleju rozgrzać na dużej patelni. Wylać na nią ciasto, dobrze rozprowadzić po naczyniu. Smażyć z obu stron do zarumienienia.
    2. Sos: Maliny zmiksować na puree, lub rozgnieść widelcem. Dodać do nich posiekane orzechy i wymieszać.
    3. Usmażony naleśnik posmarować dżemem malinowym oraz serkiem twarogowym, zwinąć lub złożyć (jak kto woli) Wierzch naleśnika polać sosem i miodem. Najlepiej smakuję jeszcze ciepły. Smacznego!

    akro...@spoko.pl

    OdpowiedzUsuń
  19. Uwielbiam mniszek.
    Wiosną rosną pierwsze, soczyste liście, jesienią dobre są kłącza. Ja preferuję kwiaty mlecza. W czerwcu mam więc święto, prawdziwe żniwa mniszkowe. Nie przerabiam wszystkich kwiatów na, znany wszystkim syrop mniszkowy,nie kandyzuję ich, nie suszę.
    Znaczną część przeznaczam na konfiturę z delikatnych, nieco trzeszczących między zębami płatków. Zamykam wówczas w słoikach słońce, ciepłe promyki, śpiew słowików i radość zbierania.
    Zimą, gdy brakuje wszystkim słońca, na mój stół podaję racuchy z płatkami mniszkowymi, naleśniki z sercem i kawałkiem słońca, drożdżowe pączki z mniszkowym nadzieniem. Kwiaty podaję również do owsianki na śniadanie czy do kaszki mammy na kolację.

    Mniszkowe kwiaty uwielbiam! Są sezonowe i niezastąpione.

    OdpowiedzUsuń
  20. ooo do mniszka dołączam kawałek maila - w_garze_mieszane@

    OdpowiedzUsuń
  21. Wybór był oczywiście trudny, ale wygrywa Elexis :)

    Odezwij się proszę na maila poracoszjesc@gmail.com

    OdpowiedzUsuń

Witaj! Dziękujemy Ci za wizytę!

Twój komentarz pojawi się po zatwierdzeniu.

Nie publikujemy wulgarnych komentarzy, jak również takich, które zawierają lokowanie firm.